Fuerteventura – wywiało koronawirusa z głów

by Tomek
0 comment

Na najbardziej wietrznej z Wysp Kanaryjskich byliśmy dwa razy. Pierwszy raz miał miejsce w grudniu 2010 roku i była to nasza pierwsza podróż poza kontynent europejski. Wróciliśmy tam niedawno, w październiku 2019 roku. Czas, w którym nic nie zapowiadało nadchodzącej globalnej katastrofy…

Ostatni nasz wyjazd miał miejsce w sierpniu 2020 na Majorkę. To długa przerwa, na tyle długa, że jak wielu z nas wszystkich mieliśmy dość tego wszystkiego. Do wyjazdu przymierzaliśmy się w grudniu, ceny w biurach podróży były na kuriozalnym poziomie, gdzie 4* All Inclusive tygodniowe na Kanarach dla rodziny 2+1 stało około 4000 PLN za całość. Wstrzymaliśmy się, przeczekując jeszcze pierwszy kwartał tego roku.

Wybór destynacji nie był oczywisty. Myśleliśmy o Dubaju, ale zraził nas rozpoczynający się ramadan oraz rosnąca do poziomu 35 stopni w cieniu temperatura powietrza. Bliscy byliśmy zdecydowania się na Wyspy Zielonego Przylądka, ale lot wąskim kadłubem z międzylądowaniem na Gran Canarii w maseczkach na ustach nie przekonał nas.

Trafiło na Fuerteventurę, chcieliśmy w końcu ponownie znaleźć się w Hiszpanii. Zależało nam tym razem na bezpośrednim locie i pięknej plaży. Nie ma drugiej Wyspy Kanaryjskiej o takich plażach. Znalazłem opcję super taniego lotu na Fuertę z Berlina i kodami rabatowymi udało mi się zbić cenę hotelu Occidental Jandia Playa. Tyle, że sytuacja pandemiczna końcem marca była tak niestabilna, że uznaliśmy taką opcję lotów za ryzykowną. Choć stronimy na codzień od biur podróży jak tylko się da, zdecydowaliśmy się tym razem skorzystać z oferty TUI i polecieliśmy na tydzień w 2. dekadzie kwietnia.

WAŻNE – ubezpieczenie zdrotone

Tej informacji nie znajdzie się na stronie TUI. Nic dziwnego, biura podróży reklamują mocno produkty ubezpieczeniowe. Można odnieść wrażenie, że bez zakupu pakietu lot + hotel + pełne ubezpieczenie człowiek w przypadku zachowania na koronawirusa będzie miał ogromne problemy.
Tyle, że władze Wysp Kanaryjskich ubezpieczają każdego turystę na wypadek zachorowania na covid. W zakres ubezpieczenia wchodzą koszty leczenia, opłata za zakwaterowanie na czas kwarantanny jak również opłacenie kosztów powrotu do domu. Źródło: https://thinkin.es/wp-content/uploads/2021/04/Comunicado-seguro-Axa-EN.pdf. Polecieliśmy z takim “zestawem” ubezpieczeń: karta EKUZ, ubezpieczenie z benefitu karty kredytowej + świadomość tego grupowego ubezpieczenia od władz Kanarów. Nie wykupowaliśmy tym razem żadnej “dedykowanej” polisy ubezpieczeniowej.

Testy przed wylotem

Hiszpania, włącznie z Wyspami Kanaryjskimi, wymagają od pasażerów przylatujących z Polski testów na koronawirusa (stan na koniec kwietnia, oby szybko uległ zmianie). Wprawdzie nie akceptują szybkich testów antygenowych, ale na szczęście poza RT-PCR można zrobić test metodą TMA lub RT-LAMP. Metody nie są popularne w Polsce, ale we Wrocławiu bez problemu zrobiliśmy test metodą FRANKD, która należy do grupy testów RT-LAMP. Test ten realizuje centrum medyczne Damiana, a zakupić można je choćby u “pośrednika” MediStore:

https://www.medistore.com.pl/genetyczny-test-przesiewowy-sars-cov-2-frankd

Bezpłatna rejestracja w klubie MediClub obniża cenę testu z 250,00 PLN do poziomu 237,50 PLN. Hiszpanie nie zwalniają z testu ozdrowieńców i osób zaszczepionych, natomiast zwolnione z testu są dzieci do lat 6. W efekcie Julii się upiekło 🙂 My test zrobiliśmy. Materiał do testów musi zostać pobrany nie wcześniej niż 3 doby przed godziną przylotu. Test zrobiliśmy około 10-tej rano dwa dni przed wylotem, około północy rezultaty były już dostępne. Test na szczęście “oblaliśmy”, a online mogliśmy pobrać takie zaświadczenie:

Hiszpania wymaga wyniku badań w kilku językach, akceptuje oczywiście m.in. język angielski. Laboratorium eksport wyniku w tym języku oferuje w cenie.

Parking przed lotniskiem

Lecieliśmy z Pyrzowic. Do tej pory kilkukrotnie decydowaliśmy się na parking lotniskowy nr 2, długoterminowy, “ekonomiczny”. Wprawdzie lotnisko oferuje go za bardzo rozsądną cenę, to za każdym razem parkowałem kilkanaście rzędów od lotniska. W efekcie dojście do terminala stanowiło solidny spacer, a nie chciało nam się czekać na shuttle busa. Tym razem pomyślałem, że fajnie wesprzeć lokalny biznes, lekko nie mają, a w praktyce odległość od terminala podobna. Skorzystaliśmy z usług http://parkingplace.pl, płacąc 50 PLN za 8 dni. Ewa z Julią z parkingu poszły do terminala pieszo, to bardzo krótki spacer 🙂 Ja pojechałem busem. Załoga parkingu jest bardzo, bardzo sympatyczny, transfer był do tego ekspresowy, w obydwie strony zresztą, bowiem bus po odbiór pojawił się chwilę po moim telefonie. Polecamy bardzo 🙂

Lot i formalności po przylocie

Lecieliśmy charterem Smartwings Poland. Klasyczny Boeing 737-800. O ile do czarterów jesteśmy zrażeni po 2 przygodach (o tym innym razem), o tyle bardzo lubimy monitorki prezentujące pozycję GPS samolotu na globie. Ficzer znany z szerokich kadłubów, ale instalowany właśnie w samolotach czarterowych. Mocno umila kilkugodzinną podróż, a nasz lot trwał tym razem ponad 5h. Reżim sanitarny utrzymany na pokładzie na zdroworozsądkowym poziomie, tzn. maski obligatoryjne podczas całego lotu, ale nie było problemów z ich uchyleniem/zdjęciem przy jedzeniu/piciu czy w sporadycznych momentach. Widać różnicę w stosunku do sierpniowego lotu Wizz Airem z KTW na Majorkę, gdzie nawet personel pokładowy miał epizody chodzenia po pokładzie bez maski. To się wówczas zmieniło już w drodze powrotnej, kiedy to w Hiszpania rozkręcała się 2. fala, Polska była krótko przed zamknięciem lotów na trasie ES – PL.

Na Fuerteventurze, po wejściu do terminala a przed halą odbioru bagażu, miała miejsce kontrola sanitarna. Jeśli dobrze pamiętam bramka mierzyła temperaturę, a wyrywkowo (trafiło się Ewie 😉 sprawdzane były wyniki testów. W hotelu z kolei sprawdzali już wszystkim. Dzięki wyrywkowości kontroli cała akcja przebiegła sprawnie i ruch był płynny.

Jakkolwiek maski są uciążliwe, testy angażują czas i drenują portfel, to wszystkie te procedury są do zniesienia i blendą w świetle kolosalnej chęci wyrwania się z otaczającej rzeczywistości..

Wynajem auta

Najtańszą opcję wynajmu auta oferowała lokalna kanaryjska wypożyczalnia TopCar (https://top-car-hire.com). Wzięliśmy u nich auto przy okazji poprzedniej wizycie na Fuerteventurze. Mają bardzo niski poziom wkładu własnego, samo pełne ubezpieczenie też jest akceptowalne. Moja kredytówka pokrywa szkody w wypożyczanym aucie, więc taki układ jest bardzo ok, natomiast zrazili nas do siebie stanem samochodu – dostaliśmy wówczas Skodę Fabię (model zgodny z zarezerwowaną grupą), natomiast była bardzo stara, sprzęgło działało “niepewnie”, a wnętrze śmierdziało brakiem świeżości. Na plus inspekcja auta, do której podeszli fair – szybki rzut okiem na auto z każdej strony.

Tym razem zdecydowaliśmy się skorzystać ze sprawdzonej przez nas wielokrotnie na kilku wyspach lokalnej wypożyczalni Cicar (https://www.cicar.com), często chwalonej w Internecie. Wzięliśmy 7-osobowy samochód ze względu na podróż z drugą rodziną znajomych i zapłaciliśmy za niego niespełna 180 EUR za tydzień. W cenie pełne bezproblemowe ubezpieczenie, w Cicarze oddanie auta sprowadza się do zostawienia kluczyków w biurze, brak jakiekolwiek inspekcji. Forma rozliczenia paliwa to full-full, oddaje się na poziomie z dnia wypożyczenia. Cicar zaplusował już lata temu dając nam gratis auto wyższej kategorii, jak również zwracając kiedyś bez naszego wniosku pieniądze za nadmiar zatankowanego paliwa. Wypożyczalnia jak mało która godna polecenia.

Hotel – Riu Palace Tres Islas

Bardzo, bardzo mocno braliśmy pod uwagę stojący na podobnym poziomie kosztów Iberostar Playa Gaviotas – hotel oceniany na niespotykane 9.1/10 na booking.com. Zorientowany na rodziny, z infrastrukturą pod dzieci. Jest natomiast w Jandii, na południu wyspy, którą odwiedziliśmy 1,5 roku temu. Postawiliśmy na okolice Corralejo i bliskość Parku Naturalnego z wydmami, z – naszym zdaniem – najpiękniejszą plażą całego archipelagu Wysp Kanaryjskich.

Hotel zrobił na nas świetne wrażenie. Zacznę od minusów, bo krótkie: brak infrastruktury dla dzieci, czego byliśmy już przed rezerwacją świadomi jak i zimna/chłodna woda w basenach. Plusów mnóstwo. Przede wszystkim lokalizacja, która jest po prostu perfekcyjna.

Poniżej wrzucam zdjęcia z naszego pokoju i apartamentu znajomych.

Ogród i baseny

Hotel nie zajmuje dużego terenu, natomiast teren jest świetnie zagospodarowany. Znajduje się tam mały basen dla dzieci jak również 2 baseny dla dorosłych. W ich sąsiedztwie palmy, na środku pool bar. Położenie hotelu osłania ten teren od wiatru.

Jedzenie i napoje

Śniadania w godzinach 7:30 – 10:00, obiady 13:30 – 15:20 oraz kolacje 18:30 – 21:30 przy “pandemicznym” obłożeniu hotelu dało ogromny komfort. Przy śniadaniach i kolacjach przed wejściem na stołówkę mierzona była temperatura. Nie mieliśmy na szczęście okazji przekonać się, jakie mają procedury w przypadku gorączki.

Jedzenie było bardzo smaczne. O ile w przypadku dań głównych było widać, że ich liczba jest pewnie okrojona w stosunku do możliwości stołówki bez pandemii, o tyle jakość, świeżość i smak były fantastyczne. Bardzo duży wybór przystawek, bogata zimna płyta. Jamon serrano (jestem fanem;) podany był wielokrotnie, raz pojawił się jamon iberico. Na basenie i w restauracji hotelowej przepyszna kawa i mojito bezalkoholowe (naprawdę;).

Park Narodowy Corralejo

To miejsce jest niesamowite i zastanawiamy się, jak sieci Riu udało się zdobyć zgodę na wybudowanie na terenie parku narodowego, tak pięknego zresztą, dwóch hoteli. Pobyt na Fuerteventurze bez zahaczenia o to miejsce jest według nas dużym błędem 🙂 Tym razem mieliśmy szczęście posiedzieć tam tydzień.

Dookoła wyspy

Wprawdzie najwyższy punkt 807 m.n.p.m. to wciąż kilka razy wyżej niż “nasz” Wrocław:), natomiast przy pozostałych wyspach (za wyjątkiem Lanzarote i malutkiej La Graciosy) Fuerteventura jest dość płaską wyspą. Przy okazji tegorocznej wizyty pojechaliśmy do El Cotillo na zachód słońca, odwiedziliśmy Betancurię w centrum wyspy i podjechaliśmy na południe rzucić okiem na Sotavento – moją ulubioną plażę tej wyspy.

Testowanie przed powrotem

Polska po przylocie z innego kraju członkowskiego UE zwalnia z testów zaszczepionych i ozdrowieńców (do 6 miesięcy od dnia pozytywnego testu na koronawirusa). Pozostali – włącznie z dziećmi (nie znam dolnej granicy wieku, ale na pewno 5-latki zwolnione nie są) – muszą się przetestować. Opcji było kilka:

  • test dzień przed wylotem (musi zostać wykonany 48h przed przylotem)
  • test na lotnisku przed wylotem
  • test po wyjściu z terminala po przylocie (wiąże się z “wbiciem” kwarantanny, ta jest zdejmowana kilka godzin po teście – w przypadku negatywnego wyniku, jest on przesyłany do Sanepidu
  • test po powrocie do domu

Zdecydowaliśmy się na pierwszą opcję (40 EUR za test) nie mając pojęcia, czy sprawnie przebiega testowanie po przylocie do Polski. Nie chcieliśmy też testować się na ostatnią chwilę, dlatego zrobiliśmy to z wyprzedzeniem. Inaczej do tematu podeszła jedna niedoszła pasażerka samolotu, która przetestowała się na lotnisku z wynikiem… pozytywnym. Nie wiemy, jak się dalej potoczyła ta historia, natomiast nie poleciała naszym rejsem do Polski. Okazało się, że nie taki diabeł straszny – po przylocie i wejściu do terminala, kontrola wyników testu poszła bardzo sprawnie. Inna rzecz, że tylko garstka pasażerów okazała się nieprzetestowana/niezaszczepiona. Ci pasażerowie bez trudu szybko wykonali test przy lotnisku (150 PLN).

Reset

Ten wyjazd przeszedł nasze oczekiwania pod kątem “oczyszczenia głowy”. Nie był z gatunku tych przygodowych, był wręcz wyjątkowo “stacjonarny”. Spodziewaliśmy się, że pozwoli w końcu trochę odpocząć, przyniesie trochę ulgi. To był tylko tydzień, ale wniósł ogrom świeżości i niczym niezakłóconego odpoczynku. Przede wszystkim od tej dziwnej rzeczywistości dookoła, której – mam wielką nadzieję – niedługo obecny rozdział zostanie bezpowrotnie zamknięty. Wyjazd w tych czasach gorąco polecamy każdemu.

You may also like

Leave a Comment